Mięso – jeść czy nie jeść?

Jak zapewne doskonale wiecie jednym z czynników, które odgrywają najistotniejszą rolę w powstawaniu cellulitu jest dieta rozumiana jako nawyki żywieniowe i ogół spożywanych pokarmów zarówno tych, które znajdziemy na naszym stole codziennie, jak i tych, które spożywamy „od święta”. Te drugie w mniejszym stopniu wpływają na funkcjonowanie organizmu, ale i ich wpływ jest nie bez znaczenia. Ostatnimi czasy takim „od święta” jedzeniem stało się czerwone mięso, na które już dawno dawno temu rozpętano prawdziwą medialną nagonkę. Nagonka ta trwa do dziś, a tzw. naukowcy (czy też raczej podchwytujące ich stwierdzenia media) bombardują nas sprzecznymi doniesieniami na temat wpływu mięsa na nasze zdrowie. Dziwnym trafem do mediów zawsze przebijają się doniesienia negujące pozytywny wpływ na zdrowie ze strony przysłowiowego kotleta. Tymczasem mięso i taki wpływ wywiera. Problem jedynie w tym jakiej jakości mięso zjadamy, jak je przetwarzamy, jak często jemy i z jakimi pokarmami łączymy. Kwestia pro-zdrowotnego bądź odwrotnego wpływu mięsa na zdrowie bez uwzględnienia wszystkich tych czynników moim zdaniem nie istnieje. Mięso jest pożywieniem jak każdy inny rodzaj pożywienia, a ponieważ ludzkość jada je od zarania dziejów (łowiectwo rozwinęło się przed rolnictwem!) nasze organizmy są w jakimś stopniu zaprogramowane na pozyskiwanie składników niezbędnych do życia i prawidłowego funkcjonowania właśnie z produktów pochodzenia zwierzęcego i żaden rozsądnie myślący człowiek temu nie zaprzeczy. Pozostaje kwestia wege-fanatyzmu, ale jak doskonale wiecie na roślinach też można przeżyć. Problem jedynie w tym, że w naszym kręgu kulturowym i przy takim a nie innym trybem życia przeżyć w zdrowiu na wege-diecie jest dość trudno. Z drugiej strony chcąc pozostać uczciwymi wobec siebie i innych powinniśmy też umieć przyznać, że i mięso tudzież mięso-podobne produkty spożywcze są dziś tak przetwarzane, fałszowane i faszerowane chemią, że faktycznie jego jedzenie może wiązać się z pewnym ryzykiem.
Tyle tytułem przydługiego wstępu. Piszę go dlatego, że chcę zwrócić waszą uwagę na fakt, iż wraz ze spadkiem spożycia mięsa z prawdziwego zdarzenia pojawiło się sporo problemów urodowo-zdrowotnych. Wynika to w prostej linii z niedoboru składników pokarmowych dostarczanych organizmowi wraz z czerwonym mięsem i z niedoboru tłuszczy nasyconych, które również obłożono ostatnimi czasy swoistą anatemą.
Zapychając się margarynami i błonnikiem i unikając przy tym czerwonego mięsa i tłuszczu doprowadzamy do powstania cellulitu. Serio. Tak właśnie myślę.

Dlaczego czerwone mięso?

Bo zawiera mnóstwo niezbędnych składników odżywczych, które są nam niezbędne, a w czasach coraz bardziej dominującego wegetarianizmu lub też raczej semi-wegetarianizmu cierpimy na ich permanentne braki. Niedobór witaminy B12, cynku czy wreszcie żelaza to prawdziwe plagi naszych czasów. Plagi, z których istnienia większość z nas nie zdaje sobie sprawy, bo do mediów nie przebijają się informacje o konieczności jedzenia mięsa dla zachowania pełni urody i zdrowia.
Badania dowodzą, że mięso chroni przed depresją i przed niektórymi chorobami przewodu pokarmowego, chorobami które częściej występują u wegetarian niż odżywiających się zdrowo i rozsądnie mięsożerców.

Dlaczego tłuszcze zwierzęce?

Dlatego, że są one bodaj najważniejszymi regulatorami gospodarki hormonalnej, a jak zapewne doskonale wiecie to rozregulowane hormony odpowiadają za powstawanie cellulitu oraz wielu innych typowo kobiecych bolączek urodowo zdrowotnych.
Tłuszcze nasycone są niezbędne dla budowania i utrzymania odporności organizmu. Niektóre z nich zapobiegają również mutacjom komórek, a to z kolei oznacza, że mają działanie przeciwnowotworowe.

Ile mięsa w diecie?

Nie chcę nikogo namawiać do zostania mięsożercą sensu stricto, ale zadbanie o to, by w tygodniu zjeść dwie / trzy porcje czerwonego mięsa wydaje się całkiem rozsądnym rozwiązaniem. Wracając do modelu żywienia naszych babć i prababć, które mięso jadały aczkolwiek nie na co dzień, możemy znacząco poprawić własny wygląd i zdrowie.

Jakie mięso?

Najlepiej z zaufanych ekologicznych hodowli. Takiego mięsa trzeba trochę poszukać, ale produkty z super i hipermarketów autentycznie warto omijać szerokim łukiem, zresztą nie tylko produkty mięsne.

No Comments Posted in Dieta na cellulit
Oligo DX forum: sposób na cellulit, ktory koniecznie musisz wypróbować przed latem

Jeszcze niedawno była zima, a już sezon plażowy zbliża się wielkimi krokami. Dla wielu kobiet to pretekst do prawdziwej gonitwy myśli. Z jednej strony kusi myśl o wygrzewaniu się w promieniach słońca, z drugiej strony przypominają się wszystkie czekoladki i inne pyszności zjadane przez ostatnie miesiące. Ich widocznym skutkiem jest nie tlyko kilka kilogramów na plusie, które można łatwo zgubić, ale też cellulit, który pokonać jest znacznie trudniej. Jesli i u ciebie pojawiła się pomarańczowa skórka, która spędza ci sen z powiek, koniecznie przetestuj Oligo DX forum – najlepszy i sprawdzony sposób na cellulit, który gorąco ci rekomendujemy. I przeczytaj nasz poradnik o tym, jak skutecznie zwalczać cellulit. My to wiemy!

Cellulit zwany też niekiedy znacznie przyjemniej pomarańczową skórką to typowo kobieca przypadłość, która mężczyznom praktycznie się nie zdarza. Można więc powiedzieć, że z nich prawdziwi szczęściarze, bo obca jest im walka z cellulitem. A pomarańczowa skórka to wróg wyjątkowo uparty i trudny do pokonania. Wymaga dobrego rozpoznania jest specyfiki, starannie przemyślanej strategii i precyzyjnego uderzenia w jego najsłabsze punkty. Oczywiście, aby skutecznie pokonać cellulit niezbędna jest też konsekwencja, wytrwałość i odporność na pokusy, bo jest ich wiele i mogą być naprawdę sporą przeszkodą w pokonaniu raz na zawsze pomarańczowej skórki i cieszeniu się gładkim i jędrnym ciałem, które z dumą można zaprezentować na plaży. Ale na szczęście my też nie musimy się męczyć już z cellulitem. Od kiedy jest Oligo DX forum pojawiło się dla nas światełko w tunelu, bo to niezwykle skuteczny sposób na pomarańczową skórkę. Oczywiście, nawet tak znakomity krem na cellulit nie pomoże, jesli ograniczysz swoją walkę tylko do nakładania go na ciało. Potrzebujesz dobrze zaprojektowanego programu antycellulitowego. A oto i on. Przygotowaliśmy go specjalnie dla ciebie.

Skąd się bierze cellulit?

Cellulit to widoczny na powierzchni skóry efekt negatywnych zmian w obrębie tkanki tłuszczowej. To nie przypadek, że pojawia się wyłącznie u kobiet, bo podłożem tych zmian są problemy hormonalne, to znaczy najczęściej zwyżka poziomu estrogenów, czyli kobiecych hormonów płciowych. W skrócie można powiedzieć, że powodują one przede wszystkim zatrzymywanie wody w tkankach i puchnięcie, a także rozrost komórek tłuszczowych, przez co uciskają one na komórki sąsiednie i zaburzają ich wewnętrzny metabolizm. dodatkowo estrogeny mogą też negatywnie wpływać na krążenie limfy. Wszystko to skutkuje fałdami, zgrubieniami i dołkami widocznym na ciele, przede wszystkim tam, gdzie kobiety mają sporo tkanki tłuszczowej, a więc na biodrach, udach i pośladkach, rzadziej na ramionach czy brzuchu. Nie jest natomiast prawdą, że cellulit występuje tylko u kobiet otyłych lub z nadwagą. Rzeczywiście, kiedyś tak było, bo cellulit w ogóle był rzadziej spotykany. Teraz wiadomo tylko, że grubsza warstwa tkanki tłuszczowej sprzyja widoczności cellulitu, natomiast nawet bardzo młode i szczupłe kobiety coraz częściej mają cellulit. Pomarańczowa skórka jest problemem nawet najsłynniejszych modelek!

Program antycellulitowy w trzech krokach

Walka ze skórką pomarańczową nie jest łatwa, ale jak najbardziej jest możliwa. Podstawą programu antycellulitowego są trzy elementy, które pokrótce opiszemy poniżej.

Dieta na cellulit jest bardzo istotna, gdy chcesz się pozbyć pomarańczowej skórki. Nie chodzi tu jednak o liczenie kalorii, bo nie jest to dieta odchudzająca. Znacznie ważniejsze jest, by po prostu jeść zdrowo i unikać potraw wysoko przetworzonych oraz takich, które najmocniej sprzyjają cellulitowi. Przede wszystkim zrezygnuj więc z dużych ilości prostych węglowodanów, odstaw słodycze i alkohol. Unikaj słodkich napojów gazowanych, zrezygnuj też z tłustego mięsa, w miarę możliwości ogranicza kawę. Za to pij dużo niegazowanej wody mineralnej i zielonej herbaty, która oczyszcza organizm. Poza tym stawiaj na chude białko, zdrowe tłuszcze oraz warzywa i owoce, z dodatkiem produktów z pełnego ziarna.

Aktywność fizyczna także jest niezbędna, by pozbyć się cellulitu raz na zawsze. Dlaczego? Przede wszystkim podczas ćwiczeń fizycznych spalasz tkankę tłuszczową, a to własnie na niej występuje pomarańczowa skórka. Poza tym aktywność fizyczna usprawnia krążenie limfy, wiec sprzyja znikaniu cellulitu. Ważne, by odpowiednio zaprojektować plan treningowy. Powinien on obejmować zarówno ćwiczenia aerobowe, nastawione na spalanie tłuszczu (fitness, bieganie, pływanie, jazda na rowerze czy taniec) oraz ćwiczenia siłowe z obciążeniem, które pomagają wypracować tkankę mięśniową, rzeźbią i modelują ciało.

Pielęgnacja ciała to przede wszystkim odpowiedni krem na cellulit, taki jak na przykład Oligo DX – preparat, który działa naprawdę błyskawicznie i bardzo skutecznie i po prostu likwiduje pomarańczową skórkę. Krem Oligo DX na cellulit nalezy wmasowywać w ciało dwa razy dziennie, taka kuracja daje najlepsze efekty.

No Comments Posted in Kosmetyki na cellulit, Redukcja cellulitu
Masażer na cellulit – czy to zdaje egzamin?

Masażer na cellulit zdaje egzamin tak jak masaż. Jego regularne stosowanie może pomóc nam wzmocnić skórę na tyle, że widoczny na niej cellulit zniknie a my pozbędziemy się problemu. Oprócz masaży warto też zadbać o dietę, a panie które mają nadwagę lub otyłe powinny też coś z tym fantem zrobić, jednak zalecenie w postaci zwiększenia aktywności fizycznej nie musi dotyczyć wszystkich kobiet borykających się z cellulitem, bowiem nad wyraz często na przypadłość tę cierpią również panie szczupłe i bardzo aktywne. Masażer na cellulit czy też raczej masaż jako taki jest w tym przypadku najlepszym rozwiązaniem bo pozwala wzmocnić tkanki i wyrównać niedoskonałości skóry. Jest to możliwe, tyle że (powtarzam) przy regularnym, systematycznym, wytrwałym stosowaniu.

Masaż czy masażer?

W zasadzie żadna z nas wcale nie musi inwestować w jakiś szczególny masażer na cellulit, bo masaż działa identycznie. Trzeba się go jednak nauczyć, co może być trudne, a poza tym może też wydać się lekko uciążliwe. W trakcie masażu trzeba się napracować. Masażer nam wszystko ułatwi, przy czym jeśli naprawdę zależy nam na ułatwieniach lepiej zdecydować się na masażer elektroniczny, bowiem masażery manualne wymagają niemal takiego samego zaangażowania jak zwykły masaż „bez wspomagania”.

Jak używać?

Masażery manualne są szczotkami, wałkami czy też innymi przedmiotami z wypustkami, które działają masująco. W ich przypadku całość masażu i tak wykonujemy samodzielnie, masażer jest jedynie dodatkową stymulacją. Nieco wygodniejsze w użyciu są masażery elektroniczne, bowiem nasze zadanie w ich przypadku sprowadza się zazwyczaj do powolnego przesuwania masażera po skórze. To już naprawdę spore ułatwienie, w czasie masażu można nawet spokojnie czytać książkę. Każdy masaż wykonujemy w kierunku do serca tj. nap. masując uda przesuwamy masażer po skórze od kolan w górę. Możemy to robić ruchami zygzakowatymi bądź kolistymi – to akurat nie ma większego znaczenia. Masaż należy wykonywać na czystej skórze, tak więc zanim do niego przystąpimy powinnyśmy wziąć prysznic. Przed masażem lub tuż po nim (w zależności od tego jakiego rodzaju masażera użyjemy) warto wmasować w skórę jakiś dobry kosmetyk antycellulitowy, bo tym sposobem zintensyfikujemy wpływ masażu na skórę.

Systematyczność to podstawa

Nawet dysponując najlepszym i najdoskonalszym masażerem nie możemy łudzić się, że już po pierwszym, czy po kilku pierwszych masażach cellulit ulegnie redukcji lub zniknie chociaż przypuszczam, że wykonując masaż prawidłowo zapewne dość szybko zauważymy poprawę wyglądu skóry. Masaż działa długofalowo, a aby poprawić przebieg procesów, których zaburzenia przyczyniają się do powstania cellulitu i aby wzmocnić skórę musimy wykonywać go bardzo regularnie przez dłuższy czas. Kilkukrotne użycie masażera czy kilkukrotne wykonanie masażu nikomu nie daje podstaw do stwierdzenia, że masaż czy masażer nie działa, a niestety na niektórych forach aż roi się od tego typu opinii. Niestety, nie ma lekko, walka z cellulitem tak czy inaczej wymaga od nas sporej pracy i zaangażowania.

1 Comment Posted in Uncategorized
Kwasy omega 3

Skoro już poruszyłam temat kwasów tłuszczowych omega 3 pozwolę sobie na krótką kontynuację. Od paru miesięcy zwracam baczną uwagę właśnie na spożycie kwasów i muszę stwierdzić, że moja skóra wygląda znacznie lepiej, w tym sezonie jeszcze w ogóle nie chorowałam (miałam jedynie katar!), a co najważniejsze na mojej skórze praktycznie w ogóle nie pojawiają się ostatnio żadne pryszcze, nie mam też problemu z jej nawilżeniem i natłuszczeniem. Pomimo sezonu grzewczego bez jakichś szczególnych zabiegów moja skóra prezentuje się naprawdę nieźle. Wydaje mi się, a właściwie jestem przekonana, że zawdzięczam to rybom, siemieniu lnianemu i kwasom omega 3 zjadanym w postaci suplementów. Te ostatnie stosuję dorywczo, zamiennie: olej z rekina, olej z kryla i tran z dorsza. Kwasy tłuszczowe omega 3 to zdrowe tłuszcze dzięki którym zachowujemy zdrowie i urodę, a ostatnio mówi się o nich coraz częściej dlatego, że stwierdzono iż cierpimy na permanentny ich niedobór, a właściwie bardziej na brak równowagi pomiędzy spożyciem kwasów omega 3 i omega 6. Tych ostatnich zjadamy za dużo. Z czego to wynika? Zjadamy zbyt mało ryb i zbyt mało dobrych tłuszczów, wystarczy wspomnieć, że w oliwie z oliwek stosunek kwasów omega 3 do omega 6 wynosi 0,08, ale już w maśle (uwaga!) 0,64 tj. znacznie więcej niż wynoszą zalecane proporcje (na jedną część omega 3 powinno przypadać 3 części omega 6, w maśle proporcje te wynoszą 1 do 1,5, w oliwie 1 do 13 sprawdźcie tutaj http://pl.wikipedia.org/wiki/Kwasy_t%C5%82uszczowe_omega-3 ). Przestawienie się na masło naprawdę nie jest więc takim złym pomysłem.

Omega 3 dla skóry

Ja osobiście zwróciłam uwagę na kwasy po tym, jak przeczytałam gdzieś, że to jeden z najlepszych pokarmów dla skóry. Okazuje się, że kwasy tłuszczowe omega 3 wyjątkowo dobrze regenerują nasz zewnętrzny pancerz, są bardzo silną bronią w leczeniu takich chorób jak liszaje, łuszczyca czy wszelkiego rodzaju egzemy. Jeśli tylko macie jakieś problemy skórne koniecznie zwiększcie podaż tych kwasów. Najlepiej w diecie, w ostateczności sięgnijcie po najlepsze suplementy – jak je wybierać? Z tym może być problem, na pewno warto je różnicować, ja osobiście polecam szczególnie olej z kryla i olej z rekina, co lepsze produkty tego typu znajdziecie w rankingu produktów omega 3 (do którego prowadzi odsyłacz).
Uwaga: aby zauważyć pozytywne efekty należy stosować suplementację (lub dietę bogatą w omega 3) przez co najmniej trzy a nawet sześć miesięcy.

Nie tylko skóra się odwdzięczy

Odwdzięczy się cały organizm, a to dlatego, że kwasy Omega 3 biorą udział w większości (o ile nie wszystkich) procesów metabolicznych, bez nich „siada” cała nasza biochemia. W razie niedoboru tych kwasów momentalnie dochodzi do zaburzenia pracy układu odpornościowego, zwiększa się przez to zagrożenie stanami zapalnymi i faktycznie w ciele osób, u których pojawiają się takie niedobory, dochodzi do zmian zapalnych o bardzo szerokim spektrum. Nie bez powodu mówi się, że kwasy omega 3 są najlepszym środkiem profilaktycznym w przypadku chorób nowotworowych, chorób układu naczyniowo – sercowego, chorób skórnych (o nich już wspomniałam) oraz metabolicznych z otyłością włącznie.

Proponuję wam poczytać nieco więcej o tych kwasach, dzięki temu przekonacie się jak ważną rolę spełniają, a żeby ich nie zabrakło w diecie naprawdę nie trzeba wiele, suma summarum nawet najdroższe suplementy z tymi kwasami (polecane przeze mnie olej z kryla, ew. z rekina, a uzupełniająco raz na jakiś czas tran z dorsza) też nie kosztują zbyt wiele.

No Comments Posted in Dieta na cellulit, Domowe sposoby na cellulit
Wątroba a cellulit

Skąd się bierze cellulit? Chyba wszystkie to wiemy: pojawia się pod wpływem hormonów, osłabienia tkanek i nagromadzenia w organizmie (tuż pod skórą) toksyn. Wszystkie te czynniki uniemożliwiają prawidłową pracę komórek, utrudniają cyrkulację płynów tj. między innymi obieg krwi i limfy, co prowadzi do utworzenia się pod skórą charakterystycznych dołków i zgrubień, które rozpoznajemy jako cellulit.
W powstawaniu cellulitu toksyny i procesy metaboliczne (regulowane wieloma czynnikami) odgrywają kluczową rolę, a skoro tak najwyższa pora przyjrzeć się wątrobie. Dlaczego? Bo zaburzenia w jej pracy, często nie odczuwane jakoś szczególnie dotkliwie, ale odbijające się na jakości życia, prowadzą do wielu problemów urodowo-zdrowotnych. Cellulit może być jednym z nich.
W rzeczywistości problemy z wątrobą przekładają się na dodatkowe centymetry (i kilogramy), nieprawidłowe ciśnienie, problemy ze snem i z nastrojami, puchnięcie (zatrzymywanie wody), nadmierny apetyt (szczególnie na słodycze) i wiele im podobnych zjawisk. Jednym słowem prawidłowa praca wątroby jest gwarantem zdrowia i dobrego samopoczucia, że o urodzie nie wspomnę.

Co szkodzi wątrobie?

Odpowiedź jest oczywista: zła tj. niezdrowa dieta. Wszelkie „diety wątrobowe” zalecają przede wszystkim unikanie pokarmów tłustych, konserwowanych, przetwarzanych, uszlachetnianych oraz unikanie używek ze szczególnym uwzględnieniem alkoholu. Faktycznie jeśli mamy jakiekolwiek problemy z wątrobą powinnyśmy dać jej możliwość zregenerowania się toteż rezygnacja z alkoholu na jakiś czas jest jak najbardziej wskazana. Trzeba też unikać toksyn, bo wątroba jest jednym z najważniejszych ich pogromców, zajadając się śmieciowym i niepełnowartościowym pożywieniem też doprowadzimy do jej obciążenia co oczywiście utrudni regenerację wątroby, a dodatkowo przyczyni się do nagromadzenia toksyn w organizmie (i zwiększenia intensywności cellulitu).

Czego unikać?


Ja osobiście unikam przede wszystkim jedzenia typu fast-food, wszystkich gotowych zupek, drugich dań, sosów etc. Przyrządzam je samodzielnie. Nie unikam smażonych pokarmów, ale jeśli już cokolwiek smażę staram się robić to z minimalną ilością tłuszczów tradycyjnie przeznaczonych do smażenia (masła, smalcu). Radzę też unikać margaryn. W tej chwili wciąż jeszcze bardzo silnie lobbuje się za nimi (w niektórych reklamach stwierdza się wręcz że chronią one serce co jest ewidentną bzdurą), tymczasem już dawno dowiedziono, że czynią one więcej szkód niż przynoszą pożytków. Dla mnie podstawowym argumentem przemawiającym przeciwko margarynom wszelakim jest fakt, że w naturze oleje roślinne nie występują w postaci stałej. To ciecze, które zmieniają strukturę jedynie wskutek np. wytrącenia się związków parafinowych. Sztuczne utwardzanie czy zagęszczanie olejów roślinnych tylko po to by można było wykorzystać je w charakterze smarowideł jest w moim przekonaniu szkodliwe choćby producenci margaryn przekonywali nas, że niczemu nie szkodzi. Zresztą ostatnio w pubmedzie pojawiła się publikacja, z której wynika, że wzrost spożycia margaryn przekłada się bezpośrednio na wzrost zachorowań na raka trzustki! Jeśli już musicie unikać masła nie smarujcie pieczywa margarynami, można posmarować je odrobiną  oliwy, ja czasami po prostu maczam pieczywo w samodzielnie aromatyzowanej (najróżniejszymi przyprawami) oliwie. Jest przepyszne!

Na pomoc wątrobie – Omega 3

W świetle stale prowadzonych badań okazuje się, że jeśli chodzi o zdrowie ludzkiej wątroby kluczową rolę mogą odgrywać kwasy Omega 3. Nie od dziś wiadomo, że w naszej diecie jest ich za mało, bo też zjadamy za mało pokarmów zawierających omega 3 a za dużo takich, które zawierają kwasy omega 6 (proporcje w spożywaniu tych kwasów odgrywają bardzo istotną rolę). Z badań wynika, że kwasy omega 3 zapobiegają otłuszczeniu wątroby i pomagają w jej regeneracji, toteż oprócz wszystkich innych suplementów pomagających w regeneracji wątroby (ich spożywanie jest chyba ostatnio dość modne) należałoby przede wszystkim zadbać o suplementację Omega 3, a przy odrobinie chęci i zmianie niektórych nawyków żywieniowych stan naszej wątroby ulegnie poprawie i to dość szybko. Przy okazji poprawi się nasze zdrowie (ogólnie) i uroda, zmniejszy się też cellulit – to gwarantuję!

No Comments Posted in Dieta na cellulit, Domowe sposoby na cellulit
Jak to jest z tym alkoholem?

Jak zapewne doskonale wiecie chcąc pozbyć się cellulitu powinnyśmy unikać alkoholu. Jak ognia – przynajmniej tak brzmią zalecenia ogólne powtarzane w kółko i na okrągło w większości publikacji na ten temat. Faktycznie picie alkoholu ma się nijak do zaleceń obowiązujących w tzw. zdrowym modelu odżywiania, ale jeśli mam być szczera, akurat w takie zalecenia nie zawsze należy wierzyć, tym bardziej, że sądząc po większości bardzo radykalnych stwierdzeń, spożycie alkoholu należałoby całkowicie wyeliminować, a to wcale nie jest tak oczywiste.

Co mnie przekonuje?

Z badań, które oczywiście nie są nagłaśniane (bo po co?) wynika, że alkohol spożywany z umiarem i w bardzo ograniczonych ilościach doskonale relaksuje centralny układ nerwowy. Problem jedynie w tym, co należy rozumieć przez umiar i ograniczone ilości. W tej kwestii należy chyba wykazać się po prostu zdrowym rozsądkiem, chociaż z niektórych publikacji wynika, że ilość 200 ml alkoholu raz na kilka dni zdrowej osobie nie powinno wyrządzić żadnej szkody.
Kolejny argument przemawiający za spożyciem alkoholu a w zasadzie jednego trunku tj. czerwonego wina to tzw. francuski paradoks. Jak wiecie Francuzi wypijają sporo czerwonego wina traktując go jako obowiązkowy dodatek do wielu posiłków, a tymczasem przy ciężkostrawnej diecie i średnio aktywnym trybie życia cieszą się wyjątkowym zdrowiem (ewenement!) i to tych narządów, które uważane są za najbardziej zagrożone złą dietą i brakiem ruchu (serce i cały układ krwionośny, zresztą francuskie wątroby też miewają się nieźle).

Nie chcę nikogo namawiać do picia alkoholu, ale uważam, że nadmierne demonizowanie jego wpływu jest dużym błędem. Namawiam do umiaru i do tego, byście nie czuły wyrzutów sumienia po wypiciu lampki czerwonego wina, które (jestem o tym przekonana) jest w gruncie rzeczy zdrowe (o ile się go nie nadużywa – to oczywista oczywistość). Dlaczego?

Czerwone wino i resveratrol

Lampkę wina od czasu do czasu wypijam nawet bez okazji. Po treningach na przykład – wracam do domu, funduję sobie białkowo-tłuszczową kolację (sery, sery i jeszcze raz sery) czyli jak zapewne się domyślacie popełniam dietetyczne przestępstwo, do tego sączę winko i jest mi wtedy tak dobrze, jak w żadnych innych „okolicznościach przyrody”. Kiedyś byłam bardziej dietetycznie „spięta”, co bynajmniej wcale nie wpływało jakoś szczególnie pozytywnie na mój wygląd. Dziś wiem, że zachowując umiar i zdrowy rozsądek mogę sobie pozwolić na odrobinę rozpusty. Tak też robię i bynajmniej nie narzekam na niepożądane zjawiska (nadwaga, jakiś szczególnie intensywny cellulit, etc.). No, ale koniec prywaty, o co chodzi z tym winem i resveratrolem – tajemniczą substancją wymienioną w nagłówku.
Chodzi o to, że resveratrol jest bardzo zdrowym (wręcz leczniczym) polifenolem, którego ogromne ilości znajdują się w ciemnych winogronach i przenikają do czerwonego wina i to bez utraty pro zdrowotnych właściwości.
O resveratrolu przypomniałam sobie przy okazji ostatniej afery z fałszowaniem badań przez jednego z badających go naukowców. Od dawna miałam o nim napisać, ale jakoś mi to umknęło, dziś nadrabiam zaległości.

Resveratrol jest bardzo silnym antyoksydantem. Chroni tkanki, a właściwie poszczególne komórki przed wolnymi rodnikami, wzmacnia homeostazę tj. procesy, dzięki którym zachowana jest równowaga biologiczna orgnaizmu, chroni serce i naczynia krwionośne przed cholesterolem, wzmacnia ścianki tych naczyń i generalnie jest bardzo bardzo zdrowy, co potwierdzają liczne badania z wyjątkiem badań sfałszowanych oczywiście, ale (na to was uczulam) fałszerstwa dopuścił się podrzędny naukowiec, z którego zdaniem praktycznie nikt się nie liczył i niewielkie były szanse na to, by którąkolwiek z publikacji na temat resveratrolu opublikowano korzystając z wyników doświadczeń oszukańczego profesora.

Do czego zmierzam? Ano do stwierdzenia, że niektóre alkohole mają właściwości ochronne i chociaż należy z nimi bardzo uważać, wcale nie musimy omijać ich szerokim łukiem. Niektóre osoby powinny mimo wszystko alkoholu unikać (chora wątroba, leczony alkoholizm, etc.) ale i one mogą mieć dostęp do resveratrolu. Zawierają go najzdrowsze na świecie czerwone winogrona, a w ostateczności zawsze pozostają suplementy. Z punktu widzenia osób borykających się z bardzo widocznym cellulitem suplementacja jest bardzo wskazana, taki >>> Resveratrol Select na przykład to antyoksydacyjna bomba, która zadziała i szybciej i skuteczniej od razem wziętych: czerwonego wina i winogron.

No Comments Posted in Przyczyny cellulitu
Body wrapping – w domu czy w gabinecie?

Z moich własnych doświadczeń wynika, że masaż bańkami chińskimi w połączeniu z dobrymi kosmetykami działają na cellulit najlepiej. Raz, że to paskudztwo znika, dwa – skóra jest po tym znacznie jędrniejsza, ciało staje się szczuplejsze, a co najważniejsze dla podtrzymania efektów wcale nie trzeba jakichś szczególnych zabiegów. Owszem, aby pozbyć się cellulitu bańkami trzeba się trochę napracować, a nie każdemu to odpowiada, dodatkowo w przypadku akurat tego masażu możemy mieć niezły problem z naczynkami – jeśli nogi mamy upstrzone pajączkami z baniek musimy zrezygnować. Co więc robić? Polecam wam body wrapping, znacznie łagodniejszy dla skóry, skuteczny i nie wymagający aż takiego zaangażowania. Tutaj kluczem jest dobór odpowiednich (jak najskuteczniejszych czytaj: stosunkowo drogich) kosmetyków. Body wrapping można też oczywiście wykonać w gabinecie kosmetycznym, jednak w tym przypadku trzeba liczyć się z wydatkiem rzędu ok. 200 złotych za zabieg, podczas gdy kupując nawet bardzo drogi krem antycellulitowy 200 złotych wydamy na całą serię domowych zabiegów i jeszcze parę złotych zostanie nam na inne przyjemności.

Zanim zaczniesz

Po pierwsze:
sprawdź czy akurat w twoim przypadku nie ma przeciwwskazań do body wrappingu. Należą do nich:
- problemy z krążeniem typu wysokie ciśnienie, choroby serca, miażdżyca,
- poważne problemy z naczynkami krwionośnymi typu żylaki,
- choroby nerek,
- niedawno wykonane operacje bądź inne zabiegi o dużym stopniu inwazyjności,
- niepokojące zmiany skórne, które mogłyby ulec zaostrzeniu wskutek zastosowania kosmetyków wyszczuplających lub antycellulitowych,
- uczulenia na jakieś substancje – w tym przypadku należy uważnie i ostrożnie wybierać kosmetyki eliminując te, których składniki mogłyby wywołać reakcję alergiczną.

Po drugie:
Zastanów się czy aby na pewno wybierasz dobry żel lub krem antycellulitowy i, zanim kupisz kilka rolek folii spożywczej lub kosmetycznej (niezbędnej do wykonania zabiegu) przemyśl sprawę zastanawiając się czy aby na pewno będziesz wykonywać zabiegi w miarę regularnie przez dłuższy czas. Dla osiągnięcia w miarę satysfakcjonujących efektów potrzebnych będzie co najmniej kilkanaście (jeśli nie więcej) kilkudziesięciominutowych sesji.

Body wrapping u kosmetyczki

W tym przypadku nie musisz praktycznie nic robić poza przygotowaniem odpowiedniej kwoty pieniędzy. Zabieg kosmetyczny jest jednak o tyle motywujący, że naprawdę szybko przynosi wyraźnie widoczne efekty. Przed zabiegiem zostaniesz zmierzona (obwody strategicznych części ciała), po nim również i najprawdopodobniej zauważysz wyraźną różnicę. Koszt zabiegu nie jest może jakoś szczególnie wysoki, ale dziesięć takich zabiegów to już wydatek rzędu minimum tysiąca złotych. Niestety nie każdego stać na taką inwestycję, ale domowy body wrapping jest równie skuteczny. Trzeba się jedynie trochę postarać.

Body wrapping w domu

Przede wszystkim uważnie wybierz kosmetyk, który posłuży ci do likwidacji cellulitu, polecam kosmetyki ze średniej lub górnej półki – mają najbardziej przemyślany i złożony skład. Ja osobiście polecam bardzo dobry żel Oligo.DX (150 ml, stosunkowo drogi, ale w porównaniu z zabiegami kosztuje niewiele), ceny >>>>>tutaj, lub krem Revitol Cellulite (118 ml, nieco tańszy, ale moim zdaniem nieco mniej wydajny niż Oligo), ceny >>> tutaj.
Kolejny krok to zakup sporej ilości folii spożywczej lub kosmetycznej, w większych sklepach można kupić ją w rolkach zawierających przynajmniej kilkadziesiąt (jeśli nie więcej) metrów folii. Te kilkadziesiąt metrów powinno wystarczyć na parę zabiegów. Szczerze mówiąc już nie pamiętam jakie opakowanie sama sobie kupiłam, w każdym razie było tego naprawdę sporo i wystarczyło na bardzo długo. Z folią na początek można poeksperymentować sprawdzając na ile wystarczy jedna standardowa rolka, a potem ewentualnie szukać udogodnień (i oszczędności).

Jak to robić?


Zaczynamy od kąpieli z pilingiem. Ja osobiście używam do tego celu specjalnego płynu do kąpieli zawierającego odrobinę peelingu enzymatycznego (Nivea), po kilkunastu minutach w wannie bardzo dokładnie szoruję ciało myjką i wycieram się intensywnie miękkim ręcznikiem. Potem jeszcze spłukuję ciało prysznicem i peeling mam z głowy. Wszelkich peelingów mechanicznych nie toleruję, zresztą wydaje mi się, że one nie mają takiej skuteczności jak enzymy i w miarę długie moczenie się w wodzie.
Po kąpieli wypijamy sporo wody z cytryną, albo jakąś dobrą i zdrową herbatkę (mniej więcej pół litra – polecam zieloną z dodatkiem imbiru).
Kolejny krok polega na nałożeniu kosmetyku. Smarujemy te części ciała, które chcemy wyszczuplić, lub z których chcemy usunąć cellulit. Po nasmarowaniu owijamy się folią (każda noga oddzielnie, pupa, brzuch i biodra mniej więcej do pasa) i kładziemy się pod cieplusim (jak najcieplejszym) kocykiem. Chodzenie po domu z folią na ciele mija się z celem, bo całość się rozłazi, przesuwa, roluje i trudno nad tym zapanować.
Pod kocykiem leżymy minimum pół godziny (do godziny) a następnie ściągamy folię, bierzemy prysznic, nakładamy zwykły balsam do ciała i gotowe. Zabiegi powtarzamy do skutku.

Ważna uwaga:
Zdecydowana większość żeli i kremów antycellulitowych zawiera kofeinę, ona nie zawsze musi działać dobrze na skórę i na naczynka, ciepło (pod folią i pledzikiem) też robi swoje toteż jeżeli zauważycie, że wasza skóra źle znosi body wrapping niestety należy z niego zrezygnować, albo poeksperymentować z kosmetykami i / lub czasem trwania zabiegu. Pamiętajcie, żeby niczego nie robić na siłę, aha.. nie warto też wydłużać w nieskończoność czasu leżenia w folii, to nie zwiększy skuteczności zabiegu, a może jedynie skórze zaszkodzić.

No Comments Posted in Domowe sposoby na cellulit
ABC mezoterapii

Przy okazji ostatniego postu pomyślałam, że uporządkuję swoją wiedzę na temat mezoterapii cellulitu. Mam nadzieję, że i wam w czymś pomogę, bo na temat tego zabiegu pisze się sporo, ale nie zawsze na tyle wyczerpująco byśmy mogły zyskać w miarę pełny i rzetelny pogląd na zabieg.
W poprzednim poście starałam się wyjaśnić różnicę między biomezoterapią i mezoterapią rozwiewając przy okazji mity nt. biomezoterapii powielane do znudzenia w internecie. Sama mezoterapia nie wydaje mi się zabiegiem kontrowersyjnym. Jeśli trafimy w ręce dobrego fachowca możemy naprawdę sobie pomóc przyczyniając się do skrócenia czasu walki z cellulitem i wyraźnej poprawy stanu skóry. Dodam jeszcze, że przy okazji mezoterapii cellulitu można też doprowadzić do redukcji rozstępów, a że one bardo często współistnieją na tych samych partiach skóry (np. uda, biodra, pośladki) naprawdę warto rozważyć możliwość wykonania tego zabiegu.
Na początek kilka zastrzeżeń, czyli:

Kto nie może poddać się mezoterapii?

Mezoterapia jest bardzo bezpiecznym i mało inwazyjnym zabiegiem, ale mimo wszystko nie każdy może się jej poddać (trzeba dmuchać na zimne!). I tak nie wykonuje się jej u osób, u których:

  • często tworzą się bliznowce,
  • w miejscu, które ma być poddane leczeniu istnieje stan zapalny,
  • stwierdzono alergie,
  • stosowane są preparaty obniżające krzepliwość krwi,
  • stwierdzono chorobę nowotworową,
  • u pań w ciąży i karmiących piersią.

Mezoterapii nie wykonuje się również u osób cierpiących na niektóre przewlekłe choroby. Jedną z nich jest cukrzyca.

Kto może skorzystać z zabiegu?

Wszystkie te osoby, u których nie stwierdzono żadnych przeciwwskazań przy czym szczególnymi wskazaniami są:

  • cellulit niezależnie od rodzaju, fazy, postaci i obszaru występowania,
  • cellulit współistniejący z rozstępami,
  • słaba kondycja skóry objawiająca się np. zwiotczeniem, suchością, etc.

Czy mezoterpia zlikwiduje cellulit?

To podstawowe pytanie. Jakich efektów możemy się spodziewać? Na pewno nie cudów, tego żaden zabieg nie zdziała tzn. takich efektów nikt nie jest w stanie nam zagwarantować. Na pewno można jednak liczyć na to, że mezoterapia zadziała jak intensywne wspomaganie. Zmieniając nieco dietę, stosując masaże i ćwicząc możemy spodziewać się bardzo wyraźnej redukcji cellulitu, wygładzenia skóry i poprawy kondycji naszego zewnętrznego pancerza. Nawet jeśli cellulit po mezoterapii nie zniknie całkowicie istnieją ogromne szanse na to, że stanie się praktycznie niewidoczny. Przy okazji zredukujemy też nieco tkankę tłuszczową, bo koktajle antycellulitowe bazują na składnikach wzmacniających, ale i poprawiających mikrokrążenie i metabolizm.

Skład koktajli

Jak wspomniałam w poprzednim poście mezoterapia też opiera się na naturalnych substancjach. Co znajdziemy w koktajlach wstrzykiwanych w skórę? A chociażby witaminy, L-karnitynę, wyciągi z ziół takich jak centella asiatica (wąkrotka azjatycka). Koktajle zawierają też rutynę wzmacniającą ściany naczynek (i nie tylko), związki krzemu (bardzo potrzebne skórze) i inne środki. Skład koktajli dobierany jest indywidualnie w zależności od stopnia nasilenia cellulitu i efektów jakie chcemy uzyskać.

Jak to wygląda?

Może i groźnie, bo nawet mezoterapia bezigłowa polega na aplikowaniu koktajli bezpośrednio w skórę i położone głębiej tkanki. Zabieg jest jednak praktycznie bezbolesny, wcześniej w razie potrzeby stosuje się maść znieczulającą, a przez kilka dni przed zabiegiem czasem zaleca się stosowanie maści wzmacniających skórę. Koktajle wstrzykuje się w skórę punktowo, co kilka centymetrów, następnie wykonywany jest masaż w celu dokładnego rozprowadzenia składników koktajli w tkankach. Masaż działa też stymulująco. W kilkutygodniowych odstępach należy wykonać kilka (do sześciu / siedmiu) zabiegów, po czym cykl mezoterapeutyczny można zakończyć ew. raz w roku poddając się tzw. terapii podtrzymującej.

No Comments Posted in Zabiegi na cellulit
Mezoterapia i biomezoterapia

Właśnie teraz jest najlepszy czas na wykonywanie różnego rodzaju zabiegów mających na celu poprawienie naszej urody. Jeśli chcecie poddać się peelingom, mikrodermabrazji czy mezoterapii zróbcie to jak najszybciej, a to dlatego, że dzięki temu, iż na co dzień nie wystawiamy ciała na słońce (zimno!). Prawdopodobieństwo, że po takim zabiegu pozostaną nam jakiekolwiek niechciane pamiątki zmniejsza się do minimum. Mając to na uwadze postanowiłam nieco bliżej przyjrzeć się zabiegom mezoterapii i biomezoterapii. Wartymi uwagi choćby ze względu na to, że do wiosny i lata mamy jeszcze trochę czasu, w tym czasie skupiając się na intensywnej walce z najrozmaitszymi defektami mamy szansę się z nimi uporać. Taką intensywną walkę z cellulitem umożliwia właśnie mezoterapia i jej zabiegowa kuzynka – biomezoterapia (przynajmniej teoretycznie). Na czym polegają te zabiegi?

Mezoterapia i biomezoterapia – podobieństwa

I jeden i drugi zabieg polega na wstrzyknięciu w skórę i tkanki położone nieco głębiej mieszanek substancji (nazywanych koktajlami) mających uporać się z konkretnymi problemami. Substancje te dobierane są indywidualnie do potrzeb osób poddających się zabiegowi w zależności od problemów, które chcą te osoby zredukować. Mogą to być: cellulit, rozstępy, wypadanie włosów, inne problemy skórne (sucha zniszczona skóra) etc. Ostatnimi czasy zabiegi wykonywane są bezigłowo, ale nie tracą przez to skuteczności, która uzależniona jest od składu samego koktajlu i faktu, iż substancje odżywcze trafiają wprost do źródła problemu tj. tych tkanek, które uległy osłabieniu i których kiepska kondycja odbiła się na wyglądzie skóry.

Mezoterapia i biomezoterapia – różnice

Mezoterapia wykorzystuje substancje znane w kosmetyce, medycynie, farmacji. Są to zarówno substancje syntetyzowane w laboratoriach, jak i preparaty pozyskiwane ze źródeł naturalnych. W skład koktajli wykorzystywanych w mezoterapii bardzo często wchodzą zioła, kwas hialuronowy, różnego rodzaju związki krzemu czy wreszcie witaminy i minerały mające doprowadzić do wzmocnienia osłabionych struktur oraz związki wzmacniające (odżywiające) tkanki i poprawiające ich zdolności regeneracyjne.
Biomezoterapia opiera się natomiast na… homeopatii. Dość długo szukałam informacji na temat składu koktajli biomezoterapeutycznych, ale żadnej konkretnej informacji nie znalazłam, ba! trudno nawet wyśledzić czym są tzw. leki antyhomostatyczne, a to nic innego jak preparaty homeopatyczne, które w żadnym wypadku nie zasługują na miano leków. Trudno powiedzieć czym są tak naprawdę, bo cała homeopatia jakkolwiek stara się przybrać pozory nauki wydaje się raczej dziedziną pseudonaukową.

Mezoterapia czy biomezoterapia?

Ja osobiście w homeopatię nie wierzę, choć przyznaję wypróbowywałam leki tego typu i na mnie niestety nie działają, być może to moje sceptyczne podejście, które uniemożliwia leczenie placebo czy niweczy ewentualne korzystne działanie tzw. „magicznego myślenia”. Jeśli jednak jesteście przekonani / przekonane do sensowności działania leków homeopatycznych cóż … możecie wypróbować biomezoterapię.
Jeśli chodzi o cellulit ja stawiam na mezoterapię. Zwracam też uwagę na fakt, że wbrew temu co twierdzi się w niektórych tekstach (przykład: w mezoterapii wykorzystuje się składniki takie jak x, y, z a w biomezoterapii przede wszystkim składniki naturalne) mezoterapia też bazuje przede wszystkim na bezpiecznych naturalnych koktajlach.

1 Comment Posted in Zabiegi na cellulit
Revitol Butt Enhancement Cream – czas na krótką recenzję

Krem, o którym wspominałam w poprzednim poście kupiłam, a jakże i używam go już od ponad tygodnia. Ponieważ zaczynam już zauważać pierwsze efekty postanowiłam podzielić się moimi wrażeniami. Krem ma działać na pośladki powiększająco, ale przecież trudno spodziewać się, by po samym kremie, bez predyspozycji genetycznych pupa od razu nabrała kształtu właściwego Jennifer Lopez czy Kim Kardashian (która nota bene ponoć coś sobie w pośladki wstrzykuje), ale mnie osobiście zależało raczej na ochronie rozmiaru – gdy ćwiczę i chudnę pośladki momentalnie tracą właściwe im zaokrąglenie, na ujędrnieniu pośladków i poprawie wyglądu skóry tj. zlikwidowanie dość zauważalnego cellulitu i zmniejszenie istniejących białych rozstępów.
Czy to się uda? Poniżej przesłanki świadczące o tym, że … chyba tak :-) .

Konsystencja i aplikacja kremu

Użycie kremu jest bezproblemowe, znajduje się on w estetycznym i poręcznym opakowaniu, konsystencja jest zadowalająca o tyle, że krem łatwo się rozprowadza na skórze, a przy tym jest niezwykle wydajny. Odrobinę kremu trzeba codziennie rano dokładnie wmasować w skórę (masaże bardzo dobrze wpływają na pośladki) i … czekać na efekty. Ja osobiście aplikuję krem po każdym prysznicu, bo zależy mi na maksymalnej ochronie. Kremu powoli ubywa, ale wciąż jeszcze zostało mi go dość dużo – myślę, że wystarczająco na intensywną (średnio 2 aplikacje dziennie) kurację.
Krem wchłania się bardzo dobrze tak więc nie stracimy go nakładając bieliznę (wchłonie się w skórę a nie w figi) i ma neutralny zapach.

Efekty

Już po niecałych dwóch tygodniach widzę wyraźną zmianę w napięciu skóry na pośladkach. Powoli wyrównuje się też jej powierzchnia, chociaż cellulit wciąż jeszcze jest lekko widoczny wtedy gdy stoję. Rozstępy jakby odrobinę uległy zmniejszeniu, ale to akurat trudno mi w tej chwili ocenić tym bardziej, że na górnej części pośladków (okolice bioder) mam je raczej niewielkie i słabo widoczne (uwidacznia je opalanie). Krem jeszcze pupy mi nie powiększył, ale cały czas ćwiczę (vide poprzedni post) i wydaje mi się, że kosmetyk działa ochronnie na podskórny tłuszczyk na pupie, bo na szczęście pośladki mi się nie zmniejszyły (akurat na nich wolałabym nie chudnąć).

Już po tak krótkim czasie stwierdzam, że krem wart jest polecenia. Po szczegółowe informacje odnośnie składu odsyłam na stronę >>> Vitalab.pl Revitol Butt Enhancement Cream.
Dodam, że moim zdaniem składniki dobrano idealnie.

No Comments Posted in Redukcja cellulitu